Pomoc dla misji w Gwatemali

24 sierpnia 2014 r. odwiedził naszą parafię misjonarz ks. Tomasz Godlewski, który pracuje na misji w Gwatemali w Parafii p.w. św. Piotra Apostoła w Naranjo Frontera. Oto słowa jakie skierował do nas w tym dniu:

Chciałem podziękować za Wasze modlitwy i cierpienia ofiarowane za misjonarzy i w intencjach misyjnych, bo bez łaski Bożej nie ma owoców, choćby się człowiek wysilał. Dziękuję też za wszelkie ofiary materialne bez których byłoby niemożliwe nieść pomoc (rozumianą bardzo szeroko) ludziom w krajach biednych.

Chciałbym podzielić się dzisiaj z Wami niektórymi spostrzeżeniami, doświadczeniami z mojej obecności jako misjonarz w Gwatemali. Opowiadać by można wiele ale czas goni. I to już jest coś co nas odróżnia od tamtejszej ludności ? ich czas raczej nie goni. Jak to mówią ? Wy Europejczycy macie zegarki, my mamy czas! Spóźnienie to dla  nich rzecz normalna. Nikt się o to nie denerwuje. Jeśli się komuś zwróci uwagę za spóźnienie to trudno o zrozumienie. Jeśli czują się dobrze mogą rozmawiać i słuchać długo. Nie ma problemu żeby np. msza trwała półtorej godziny. Raczej trudno zobaczyć ludzi spieszących się. Z jednej strony bardziej spokojnie ale z drugiej ciężko jest coś  zorganizować, zaplanować. Bywa że ma się zaplanowane jedno czy drugie spotkanie, zajęcia i nagle plan dnia pada bo jeden czy drugi się spóźnił. Nawet na swój własny ślub potrafią się spóźnić.

 

Gwatemala to kraj w Ameryce Środkowej. Jest 3 razy mniejszy od Polski ale bardzo zaludniony. Ludność to mulaci i Indianie potomkowie Majów. Większość utrzymuje się z ziemi, handlu. To kraj o ogromnej niesprawiedliwości jeśli chodzi o podział dóbr, są tutaj ogromne różnice społeczne. Dobra narodowe są w rękach niewielu. Są właściciele ziemscy z plantacjami i opływający we wszystko oraz w większości biedacy, którzy nie mają nawet kawałka swojej ziemi aby zdobyć chleb dla dzieci. U nas każdy ma ziemię. Tam nie. Trzeba się najmować do pracy u innych albo wynajmować ziemię za opłatą. To co zostanie dla rodziny bardzo często jest tylko na przeżycie, nie mówimy o leczeniu, edukacji, czy innych potrzebach. Pomyślmy co dzisiaj zjedliśmy na śniadanie albo zjemy na obiad. Dzisiaj w naszej parafii na wioskach dzieci dołapały pewnie tortillę ulepioną przez mamę, której zadaniem jest przygotowanie posiłków i opieka nad dziećmi, i trochę czarnego grochu całego albo zmielonego, a może jeszcze trochę jajecznicy ale nie za dużo bo brzuszków do napełnienia jest co najmniej 4, 5. W Polsce troje to już wielodzietna rodzina. W rodzinie zamożniejszej może pojawi się na obiad kura dla całej rodziny.

Było to rok temu. Pamiętam do dziś. Na jednej z wiosek po mszy zaprosili mnie na posiłek, jak zawsze robią. W misce była zupa ala nasz rosół i kawałek mięsa z kury. Dom to mała chatka. Półmrok bo nie ma prądu. Palenisko za kuchenkę. Ojciec i katechista towarzyszyli mi ze swoją miską. Koło stołu kręciła się mała dziewczynka, wnuczka katechisty. Dziewczynka wbiegała, rzucała okiem na stół i wybiegała na zewnątrz. Kiedy skończyłem jeść odsunąłem miskę z resztkami. Dziewczynka podeszła do babci, coś jej szepnęła i potem zbliżyła się do stołu. Wzięła moją miskę i zaczęła wybierać z niej kostki z kury. Brała je do buzi i zjadała resztki mięsa, które pozostały po moim jedzeniu. I co wtedy? Wstyd, wyrzuty sumienia za obiad, który mogła zjeść ona. Nie wiem co dzisiaj zjedli na obiad. Ale wiem, że jak ktoś do nich przyszedł to na pewno się z nim podzielili, choćby plackiem kukurydzianym ? tortillą bo biedni są materialnie ale bogaci dobrocią, o wielkich sercach. Jeśli ktoś ich poprosił o nocleg to na pewno go przyjęli pod dach mimo, że sami mają jedną albo dwie izby i łóżko ze sznurków zamiast materaca. Bo przecież Jezus jest w drugim człowieku. Nie mogę być obojętny na drugiego jeśli wierzę.

Nasza wspólnota parafialna składa się z 42 wiosek, które staramy się wizytować raz na miesiąc. Najdalsza wioska oddalona jest o 300 km. W porze suchej na wioski dojeżdżamy zazwyczaj samochodem, który spełnia też funkcję autobusu, czasem karetki, czy karawanu. Niestety nie ma możliwości zadzwonienia po karetkę. Na terenie naszej parafii, a szczególnie jednej z jej części, taka instytucja nie istnieje. Do najbliższego ośrodka zdrowia bez możliwości operacji (nie szpitala) trzeba jechać 2, 3 godziny jeśli się zdobędzie samochód. Okazja wyjechać, bo ksiądz przyjechał, a pewnie też nie weźmie za podróż. W porze deszczowej trzeba się przesiadać na konia albo pieszo. Bez pomocy naszych parafian byłoby ciężko dotrzeć do niektórych wiosek. Aby mieć mszę raz na miesiąc i spotkać się z księdzem wyjeżdżają po nas na koniach przez bagna i wodę. Ta osoba musi zostawić pracę i nieraz w deszczu przyjechać dwie godziny aby nas zabrać i drugie dwie aby wrócić do wioski. Po wizycie kolejne cztery godziny w drodze. To ludzie o niepogłębionej wierze, bez podstaw katechetycznych ale wierze, która niejednokrotnie zawstydza. Oczywiście, że grzechy też mają i swoje zabobony. Za każdą wioskę jest odpowiedzialny katechista. To osoba świecka, która organizuje i prowadzi życie duchowe w wiosce. To osoby, które są oddane całym sercem Kościołowi, Jezusowi. Nie szczędzą sił i czasu. Nikt im nie płaci pensji, a niejednokrotnie wydają własny grosz. Mają oni organizowane specjalne kursy formacyjne w parafii. Jeden z katechistów aby uczestniczyć w tych spotkaniach musi wyjść na pieszo w nocy aby dojść do drogi ust wadzonej i złapać jakiś pojazd. Ale on jest jednym z najsolidniejszych.

W związku z potrzebą przygotowania katechistów i innych świeckich do pracy na wioskach borykamy się z niemałym problemem. Nie ma zaplecza, nie ma sali gdzie moglibyśmy się zgromadzić. Do tej pory wszystko odbywa się w kościele albo na zewnątrz. Nie mamy kuchni czy jadalni aby podać posiłki. Do tej pory jemy pod galerami. W lecie gorąco od dachu z blachy bo temperatura dochodzi do 40 stopni, a w porze deszczowej miedzy wodą. Nie mamy także miejsc noclegowych. W związku z tym zaczęliśmy budować dom katechetyczny z pokojami dla 50 osób. Koszt budowy jest dosyć duży bo materiał budowlany jest drogi. Mimo ofiarności naszych parafian, nie ma możliwości wybudowania tylko z własnych środków. Dlatego prosimy o pomoc wielu ludzi. Dzisiaj też dzięki dobroci ks. Proboszcza chciałbym prosić Was o wsparcie. Jeśli ktoś z Was uzna, że może, i że warto nas wesprzeć jestem bardzo wdzięczny. Ze swojej strony obiecuję modlitwę i msze św. raz w miesiącu za wszystkich dobroczyńców.

 

Najnowsze artykuły

  • XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA

    Ogłoszenia duszpasterskie Witamy serdecznie w naszej wspólnocie o. Eryka, który odwiedza tu swoich bliskich. Obecnie posługuje w Chorzowie, we franciszkańskim Wiecej
  • XXXII NIEDZIELA ZWYKŁA

    Ogłoszenia duszpasterskie Dzisiaj XI Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym. W tym roku modlimy się, a także wspieramy składką do puszek Wiecej
  • XXXII NIEDZIELA ZWYKŁA C

    XXXII NIEDZIELA ZWYKŁA C

    Uduchowione życie zmartwychwstałych ✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza Łk 20, 27. 34-38 Jezus powiedział do saduceuszów, którzy twierdzą, że nie Wiecej
  • 1